Patrycja Calińska

ZZA KULIS: WARSAW FASHION STREET- Patrycja Calińska

Lipiec 02, 2015 0 Showbiznes

Kiedy zaczynałam pracę jako asystentka pani Doroty – a było to zaledwie 4 miesiące temu – prace nad Warsaw Fashion Street właśnie się rozpoczynały. „Zobaczysz, jak to wszystko wygląda od kulis. Dopiero zaczynamy szukać Partnerów, więc jeszcze wszystko przed nami”. O tym, jak bardzo przed nami, mogłam się przekonać przez kolejne miesiące. Setki spotkań, ustaleń, zobowiązań, kłopoty (jak zwykle!) z władzami miejskimi i logistyczna gimnastyka... a wszystko po to, by podarować Warszawie i jej mieszkańcom zaledwie dwudniowy event, błahą, jak może się wydawać, rozrywkę, jaką jest moda.

O tym, że warto się starać, przekonujemy się tak naprawdę dopiero w wieczór samego wydarzenia. Na cztery miesiące wcześniej nie wiadomo jeszcze nic – ani kiedy event się odbędzie, ani w którym miejscy Traktu Królewskiego, ani – czy. Na starcie mamy kilku partnerów, znanych z poprzednich lat – i brak jakiejkolwiek gwarancji, że uda się zebrać resztę pieniędzy, które umożliwią organizację tegorocznej edycji. 

Codzienność w biurze to omawianie warunków aktywności partnerów podczas wydarzenia, dogadywanie świadczeń, jakie zobligowani jesteśmy wobec nich wypełnić, ustalanie głównych punktów programu, liczne spotkania koordynujące współpracę oraz służące pozyskaniu nowych partnerów. Setki stron notatek, żeby nie pomieszać wymagań i zobowiązań wobec poszczególnych firm i marek.

Na dwa miesiące przed eventem rozpoczynają się rozmowy z miastem – a w nich oczywiście same problemy.  Ponownie nie otrzymaliśmy wsparcia od władz miejskich – nawet w postaci zwolnienia z opłat za użytkowanie ulicy. Cóż, zostaje po raz kolejny pozazdrościć Łodzi Ratusza, który jest jednym ze współorganizatorów fashion weeku, który nie ma „Łodzi” w nazwie...

Miesiąc przed znamy właściwie większość kolekcji prezentowanych w Gali oraz zarys programu wydarzenia. W tym roku było to także dogadywanie występujących na scenie artystów i ciąg dalszy rozmów z Partnerami. Wtedy też umawiane są pierwsze spotkania produkcyjne, castingi dla modelek i dzieci.



Dwa tygodnie przed ostatecznie domykana jest lista wystawców, projektantów i sponsorów, a koordynatorzy wydarzenia są w stałym kontakcie z produkcją wykonawczą, która ma za zadanie wcielić w życie wszystkie życzenia naszych Partnerów. Logistyka ustawiania sceny, aut i namiotów, banery, siatki, plan ogródka – wszystkie te ustalenia wymagają maksymalnego skupienia i precyzji. Oczywiście w międzyczasie wiele rzeczy się zmienia, tak więc ta część prac to w znacznej mierze opanowywanie pojawiających się zmian. W tym czasie dopinamy też materiały drukowane, układamy listę gości, wybieramy muzykę do pokazów i ustalamy ich szczegółową kolejność. To moment, w którym wszystkie szczegóły okazują się istotne: to, ile szerokości ma ulica na wysokości Wareckiej, jakiego koloru mają być wystawiane samochody i gdzie znajdzie się podłączenie do prądu. 

Na tydzień przed Warsaw Fashion Street zaczynamy żywić się stresem. Czasem jeden ze sponsorów postanowi zmienić wcześniejsze ustalenia, w związku z czym plan Imprezy znów staje na głowie.

W ostatnim tygodniu rozsyłamy też zaproszenia, pracujemy nad scenariusz technicznym i scenicznym. W niedzielę wszystko musi być dopięte na ostatni guzik, a jakikolwiek poślizg oznacza zmiany w całym programie imprezy. 

Weekend to balansowanie na granicy wytrzymałości. Ja byłam przydzielona do pomocy w garderobie – nadzorowałam wypożyczanie butów do pokazów, więc właściwie przez cały dzień, razem z dziewczynami oddelegowanymi w tym celu z firmy, dobierałam modelkom buty, notowałam ich kolejność w pokazach i rozmiar, jakiego potrzebują w określonym modelu. Trzeba było też zachowywać łączność między różnymi pionami produkcji, specami od multimediów, technicznymi, Partnerami, artystami i Gwiazdami. I choć wydaje się to bułką z masłem, zajmuje mnóstwo czasu i generuje sporo stresów – trzymanie harmonogramu w ryzach jest prawdziwym wyzwaniem.

Niedzielę wytrzymaliśmy chyba siłą woli. Nieprzespana lub prawie nieprzespana noc, a przed nami najważniejszy dzień: trzeba dopilnować pokazów dziecięcych, nanieść kilka zmian do scenariusza i multimediów, dopilnować, żeby kolejność pokazów się nie posypała, a Gwiazdy przybyły na czas. 

A na backstage'u (i nie tylko) co i rusz pojawia się jakiś problem, który błyskawicznie trzeba rozwiązać. Największa nauka, jaką wyniosłam z tegorocznej edycji Warsaw Fashion Street: produkcja wykonawcza to głównie umiejętność radzenia sobie z problemami, które pojawiają się w tzn. międzyczasie. Co i rusz zmienia się hierarchia priorytetów: nagle okazuje się, że reżyserka i backstage nie mają łączności, Gwiazda występująca w pokazie spóźnia się, a jedna z modelek słabnie. A my nie możemy pozwolić, żeby coś się nie udało.

Wszystkie wyżej opisane sytuacje i problemy miały miejsce – ale mamy nadzieję, że nie zawędrowały poza kulisy. To było moje drugie Warsaw Fashion Street oglądane zza sceny (dwa lata temu byłam wolontariuszką w garderobie), ale pierwsze, które przeżyłam od A (pozyskiwania pierwszych partnerów) do Z (sprzątania po wieczornej gali). I tak jak dwa lata temu byłam po ostatnim pokazie piekielnie zmęczona, tak po tegorocznych – wciąż podekscytowana, niezwykle dumna i wzruszona. Zmęczenie wychodzi z nas właściwie do tej pory, ale oglądanie fotorelacji z wydarzenia wciąż daje tyle samo satysfakcji. 

Po domknięciu wszystkich spraw produkcyjnych i dostarczeniu prasie informacji oraz zdjęć z wydarzenia, jutro nie przychodzimy do pracy – i chociaż wolne jest w pełni zasłużone, już dziś czujemy się dziwnie, nie mając przed sobą listy rzeczy do zrobienia.



Jak żyć, pani Doroto, jak żyć? Odpowiedź jest tylko jedna: od poniedziałku zaczynamy prace nad kolejnym eventem.
 

Patrycja Calińska

Skomentuj post

Wszystkie pola są wymagane, twój e-mail nie zostanie opublikowany